Umarłam w piątek

Umarłam w piątek, czternasta zero sześć,
Przyniosłeś róże, rzuciłeś cierpkie: - „Weź!".
Tonęła ma dusza, żal ściskał krtań.
Zawsze taki strojny, lecz co drań, to drań!

Dewizy, walizy bierz! Idź do diaska!
Miłość, miłość, tyś z hukiem dziś roztrzaskał!
Twe złości-czułości nie bawią już mnie!
Uwierz mi, naprawdę inaczej żyć chcę!

Twej ręki płomień zapalił moja skroń!
Ach, żebyś ty w piekle wąchał ognia woń!
I niechże sam diabeł o tym dowie się,
jak wielką i podłą nosisz w sercu wszę!

Dewizy, walizy bierz i idź do diaska!
Miłość, miłość, tyś z hukiem dziś roztrzaskał!
Twe złości-czułości nie bawią już mnie!
Uwierz mi, naprawdę inaczej żyć chcę!

Podarłam twe listy, ot tak, byle jak!
Zbyt dobrze poznałam ten ich gorzki smak!
Nim czarę wspomnień pokryje biały kurz,
kto inny przyniesie mi pęk wonnych róż!

Dewizy, walizy bierz i idź do diaska!
Miłość, miłość, tyś z hukiem dziś roztrzaskał!
Twe złości-czułości nie bawią już mnie!
Uwierz mi, naprawdę inaczej żyć chcę!