Mucha

Na śmietnisku, pod stolicą,

mucha skarży się lisicom.

Skrzydła swoje wdzięcznie składa,

do sąsiadek tak powiada:

 

"Panie sobie wyobrażą,

nie chcę ufać dziś lekarzom.

Memu zdrowiu nic nie służy,

muszę kąpać się w kałuży.

 

Po ostatniej mej przygodzie,

coś mnie ostro w trzewiach bodzie.

Służba płacić sobie każe,

ja oglądam pustki w garze.

 

Apetytu nie mam wcale.

Znam z autopsji doskonale

wiele chorób nieprzyjemnych

i utrapień moc przyziemnych.

 

Co dzień słońce złotem świeci,

a ja martwię się o dzieci.

Może też się rozchorują?

Tak na zaś już gumę żują!"

 

Jedna z lisic już się zgłasza,

druga myśli:"Dobra nasza!"

Trzecia chytre plany knuje,

czwarta portfel wnet wyjmuje.

 

"Sąsiadeczko, mucho miła,

czyś herbatkę naszą piła?

Lek to sławny niesłychanie,

sprawi bólom tęgie lanie!

 

Ile płacić? Prawie wcale!

Przynieś tylko nam śniadanie.

Lis nie gardzi smaczną kurką!

Widzisz kurnik za tą górką?"

 

Przy śmietnisku jest dąbrowa,

a w niej mieszka mądra głowa!

Pani sówka dziś na straży,

teraz lisi los się waży.

 

Sowa w słowach nie przebiera,

nos wysoko swój zadziera,

okulary też poprawia,

po czym rzecze z miną pawia:

 

"Mądrość moja w lesie znana,

więc posłuchaj mnie, kochana!

Sowia wiedza nie kosztuje,

słuszną radą poratuje!

 

Gdy ci serce dziwnie pika-

rada widzieć cię klinika.

Gdy brzuch pali jak pochodnia-

zacnie kłania się przychodnia.

 

Nie lisice, zajęczyce,

boże krówki, pajęczyce,

w ważnej sprawie radzić mogą!

Wielką mnie napawasz trwogą!"

 

Mucha olej w głowie miała,

przecie w smarze dziś pływała.

W kompetentność sowy wierzy,

do medyków leśnych bieży.

 

Inspiracja: Muchotrzew