KSIĘŻNICZKA POMPIDOU

Księżniczka Pompidou namiętnie jadała pory,

a miała ich w piwnicy ogromne, wielkie wory.

Bagietki i ślimaki, trufle, sery pleśniowe -

to ble, tamto nie tak, kucharz łapał się za głowę.

 

W pewną sobotę, przy obiedzie, gdy podano quiche,

panną targnął dziki krzyk: „I ja mam jeść? Chyba śnisz!”

Damy dworu oniemiały, służba dworska zbladła,

pani matce w tejże chwili ubyło z pół sadła:

 

„Dzisiaj rano, po dziesiątej, księżniczko Pompidou,

słychać było nawet w stajni: «Ale por, por tnij w dół!»

Kucharz dwoił się, aby piach z porów wymyć cały.

Ręce przy tym biedaczynie z nerwów strasznie drżały.

 

Kucharzowa jak dyrygent stanęła na przodzie:

«Por tnij w dół, w dół tnij por ten, później maczaj go w wodzie!»

Widzisz, panno moja miła, daremne twe krzyki!

Umyj twarz! Por już masz! Pompidou, oj, zmień nawyki!”

 

O księżniczce Pompidou pisała Francja cała.

 Ktoś zje por ze smacznym sosem, inny wrzaśnie ała!

Prawda z tej historii płynie - baczne oko trąci!

Nie wiesz, człeku miły - pytaj! Kto pyta, nie błądzi!