Juta

To nie żadne dyrdymały!

Pewne liście osumiały,

gdy myślały sobie skrycie,

jak umilić zielne życie.

 

Rada starców już gotowa.

Duma, duma liścia głowa:

„Moi drodzy, moi mili,

czyśmy sobie zasłużyli,

 

by przygoda krótka nasza

znikła w garze niczym kasza?”

Liście całkiem już wnerwione:

„Gary srogo zabronione!”

 

Wtem łodyga bardzo smukła

proponuje taki układ:

„Proszę państwa, takie życie!

Wieść je trzeba należycie!

 

Nie każdemu dane bale,

suknie i tronowe sale.

Więc porzućcie zbędne troski!

Uszanujcie smak wasz boski!”

 

W górę śmigła, a za chwilę

już ją wieźli gdzieś do Chile.

Nagusieńka z dumy pęka:

„Podróżować — nie udręka!

 

Wreszcie zwiedzę obce kraje,

liściom garnek niech zostaje!”

Zakończyła swe wywody,

przepłynęła wielkie wody.

 

Los poznała swój wieczorem,

stając się włóknistym worem.

Ten, kto z innych się naśmiewa,

różne figle w życiu miewa!