Jesień

Zanim w okno zastuka nieznajomy, głodny ptak,
zanim ostatni liść zatańczy z wiatrem, ot tak,
włóż kalosze i płaszcz, herbatę weź, coś na ząb!
Ruszaj w pole i w las — tam, gdzie żołędzie zrzuca dąb!

Choć niebo rzewnie płacze — nie kończy się świat!
W płomieniach tej jesieni niejeden malarz padł.
W korale strojne drzewa rozbiera już wiatr.
I mógłbyś dojść piechotą nawet do Tatr.

Jesień, jesień już!
Jesień, jesień już!

Kasztan spadnie— obudzi w głowie melodie dwie.
Myślisz sobie: Mój Boże, teraz zmartwień mam mniej!
Śpiewaj, śpiewaj, niech wiatr uzbiera nut cały pęk,
niechaj każdy, kto żyw, usłyszy cudny ten dźwięk!

Choć niebo rzewnie płacze — nie kończy się świat!
W płomieniach tej jesieni niejeden malarz padł.
W korale strojne drzewa rozbiera już wiatr.
I mógłbyś dojść piechotą nawet do Tatr.

Jesień, jesień już!
Jesień, jesień już!