Dynia

Biedna dynia uwięziona!

Bez ciepełka rychle skona!

Strasznie zimno dziś od rana-

ona całkiem nieogrzana.

 

Nie przynosi nikt kocyka,

chłód na wskroś jej miąsz przenika.

W piecu palić też nikomu.

Któż by dyni zechciał pomóc?

 

„Brr, już pestki me zgrzytają!

Ach, już miąsz mój rozgniatają!

Jeszcze skórka ma zgęsieje,

nie daj Boże, zbrązowieje!”

 

Wśród sąsiedztwa wieść się szerzy-

panna dynia w ziąbie leży.

Już chichoce szafa cała,

sztućce i patelnia mała.

 

Otępiałe rzężą noże:

„ Pannie nikt już nie pomoże!

Kto z obecnych się ośmieli,

tańczyć z panią dziś kąpieli?!”

 

Na półeczce, koło pieca,

mieszka już od dawna świeca.

Trochę jej się życie dłuży,

przeto radą często służy.

 

„ Sąsiadeczko moja miła,

jam już swoje wypaliła.

Tobie towarzysza trzeba!

Niech on skórkę twą ogrzewa!“

 

Kompan znalazł się po chwili,

może żywot jej umili?

 Przybył imbir zza rubieży,

dyni też coś się należy!

 

„Czuję, że wyjawić muszę-

kocham, kocham pani tuszę!

Twa mięsistość mnie urzekła,

pójdę z panią aż do piekła.”

 

Tą miłością zachwycony,

kucharz rzecze do swej żony:

„Duet ten to me pragnienie!

Daj no chochlę, mam natchnienie!”

 

Zaś wieczorem, przy kolacji,

w kuchni wrzało od owacji.

Imbir z dynią - zachwyceni,

miłość ich dziś ktoś docenił!