Duchy

Ślepia żarzą się w półmroku,

ciszę nocną burzy sokół.

Plamy suną się po ścianach,

klnie po szewsku każda brama.

Stęchła nęci nos kiełbasa,

straszy pusta kalebasa.

Niebo płonie krwistą zorzą,

duchy miejskie już się mnożą!

 

Czas rozpocząć tę paradę!

Szuru-buru! Zjawy blade,

Szkieletory i upiory,

przyodziane w wielkie wory,

tańczą tak, jak gra cabasa.

Wory sterczą im do pasa!

W każdym worze wielka dziura.

Oj, oj, będzie w domu bura!

 

Szczur w rynsztoku fajkę kurzy:

„Nie widziałem dziur tak dużych!

Trzeba zaszyć pajęczyną!” -

wrzasnął szczur z niemałą kpiną.

„Pajęczyca, ma krawcowa,

żadnej dziury nie uchowa.

Nawet w serze dziury łata!

Choćby miała pleść do lata!”

 

Nagle cisza! Milkną wrzaski.

Już nie stęka upiór dziarski.

Już nie straszą szkieletory,

przyodziane w wielkie wory.

W mroku brzęczy gdzieś cabasa,

Każdy duch do domu hasa!

Kolacyjka, zęby, lalka.

Koniec! Spać! Skończona bajka!