Tradycyjny wyrób sera Shanklish w Libanie

 

Shanklish - to rodzaj sera o bardzo specyficznym zapachu. Nie bez powodu na śmierdzące stopy w Libanie mawia się "shanklish". :) Jego wykonanie nie jest skomplikowane, a przy sprzyjających warunkach pogodowych, własny shanklish może uzyskać status prawdziwego shanklishu. ;)

 

Shanklish przygotowuje się w wielu wiejskich domostwach. Ten, kto posiada kozy czy krowy, produkuje takowe kółeczka, zjadane do śniadania. Nikt nie smaruje shanklishem chleba. O tym, jak należy jeść ten specyfik, opowiem następnym razem. Każdy region w Libanie ma tajne sposoby na to, aby shanklish zyskał na smaku. Ja podglądałam domową produkcję na północy Libanu, w małej wsi, położonej wysoko w górach Makmel.

składniki

Jogurt z koziego mleka, ew. krowiego

ostra papryka

sól

Origanum syriacum

 

Jogurt podgrzać, nie doprowadzając do temperatury wrzenia, ostudzić i odcedzić powstały twarożek. Moja rozmówczyni nie miała specjalistycznego materiału do odcedzania. Jaki nadawał się do tego procesu, taki został wykorzystany.

 

Tobołek z twarożkiem wieszamy do odcieknięcia. Nasz zawisł akurat na czarnym bzie (Sambucus nigra), którego często się w Libanie nie spotyka. :) Proces nie trwał dłużej niż jeden dzień. O poranku przyszedł czas na kolejny etap.

 

Do powstałej masy dodajemy sól i solidny rzut ostrej papryki, nikt łyżeczkami nie odmierza.;) Po wymieszaniu składników masa zabarwi się na lekko pomarańczowy kolor i wtedy można formować kule. Ich wielkość dopasowana jest do szerokości dłoni formującego. :) Ostatnia kula ma prawo wyjść niekuliście. :P

 

 

Shanklishowi do szczęścia potrzeba już tylko kapieli słonecznych. Kulki zostawia się na około tydzień na dachu, aby ser nabrał swego szankliszowego charakteru.

 

Gotowy shanklish można obtoczyć w Origanum syriacum, który obficie porasta góry Makmel, a nawet dodatkowo zalać oliwą. W warunkach europejskich użyłabym zamiennie np. Thymus vulgaris. Niektóre źródła podają, iż shanklishe obtaczane są w zaatarze. Celowo nie użyłam tej nazwy, ponieważ przeciętni Libańczycy słowem zaatar określają nie jeden gatunek rośliny, a więcej. A to już historia na inny wpis. :)

 

                                Oto moja rozmówczyni-miejscowa akuszerka i znawczyni ziół gór Makmel:

Write a comment

Comments: 0