Ewa Mariam

Botaniczne podróże na chmurze

Wspięga wężowata i burak liściowy

A gdy się zejdą w garze długim-
ta wspięga z burakiem liściowym-
para buchnie, zadrżą framugi,
ciszę przeszyje dziki skowyt:

- Co spojrzę, czerń oczu twych, pani,
ach, serce buracze me mami!
I tańczyć chcą zmysły uśpione,
choć wolałbym chrupkie calzone!

- Nim nocka purpurą zapłonie,
nim w splocie rozbolą twe dłonie,
zaśpiewasz, bo taka twa dola,
mą żoną od dziś jest fa-sol-la!

 

Składniki:

porządny pęczek kolendry
kubek suchej wspięgi
spory pęczek buraka liściowego
dwie duże cebule
5 ząbków czosnku
3 cytryny
sól 

 

Ciekawy smak wspięgi i buraka liściowego poznałam w Libanie. Do tej potrawy (seleq bil lubye) dodaje się tutaj zwykle liście buraka pastewnego, ja zaś korzystam z buraka liściowego.

Wykonanie:
1. Wspięgę zalewam wrzącą wodą — kilka minut poleży sobie w gorącej kąpieli i hop! W tej samej wodzie rozpoczynam gotowanie! Zawartość gara doprowadzam do wrzenia i zmniejszam ogień!
2. Liście i łodygi myję, kroję — nie na miazgę! Pozbywam się ewentualnych przeszkadzaczy ;)

 

3. Drobno posiekaną cebulę podsmażam wolno i leniwie.
4. Według libańskiej tradycji czosnek i kolendrę należy rozbić w moździerzu, a proces ten usprawnia dodanie soli. Ja skracam sobie pracę i zwyczajnie drobno ją kroję. Jeszcze nigdy się nie obraziła. ;)
5. Do lekko podsmażonej cebuli dodaję mieszaninę kolendrowo-czosnkową i leniwie podsmażam dopóty, dopóki kuchnia nie przesiąknie aromatem kolendry. Tak, kolendra lubi smażenie! Dopiero wtedy uwalnia swój niezwykły smak!

 

6. Kontroluję stan miękkości wspięgi. Intuicyjnie szacuję brakujące 10 minut gotowania i wtedy dopiero dodaję do wspięgi liście oraz łodygi buraczane. Gotuję do miękkości wspięgi i buraka liściowego.
7. Wodę z gotowania zlewam. Sitko ułatwia prace i chroni przed ewentualną zgubą składników. ;)
8. Wspięga z burakiem liściowym wracają do pustego garnka, a do towarzystwa potrzeba jeszcze całej zawartości patelni, soli i soku z jednej cytryny.
9. Sok wyciska się również na potrawę, podaną na talerzu. Zjada z chlebkiem arabskim.

 

Wiosna korzystam z sezonowych darów i zamiast buraka liściowego używam młodej pokrzywy. Smakuje wyśmienicie.

 

Jeśli wierzyć wujkowi G., to jestem pierwszą osobą, która opisała tę potrawę. :D Seleq bil lubye. Mniam!

Smaczne związki nieoczywiste

Smaczne związki nieoczywiste to połączenia, które nadają mojej kuchni swoistego charakteru. Ulubiony kminek i cynamon w deserach, cynamon i pomidory w daniach podgrzewanych, burak liściowy i wspięga wężowata — wyobraźnia, inspirowana różnorodnością kuchni libańskiej, popycha mnie do spontanicznych zrywów kuchennych. W głowie rodzi się smak, który muszę zrealizować. I póty nie zasnę, póki w kotle nie zawrze woda, a w słoju nie zatańczą bakterie.

Chodził za mną majonez z kasztanów jadalnych. Czułam jego smak, a jego zapach wyobrażałam sobie doskonale. I oto on! Gotowy! Stoi grzecznie w lodowce i czeka na kolejną akcję kulinarną. Taki rarytas to nie chleb powszedni, wiec muszę się z nim obchodzić bardzo oszczędnie.

 

Składniki:

garść upieczonych kasztanów jadalnych
kilka gałązek kolendry 
ząbek czosnku
łyżka płatków róży damasceńskiej
kilkanaście nasion tobołków polnych bądź nasion czosnaczku
połowa bardzo dojrzałej hurmy
ziele angielskie
mała loomi

swojski kefir

sól

Wykonanie:

 

1. Kasztany nacinam, piekę, obieram, studzę.

2. Słoiczek wyparzam. Umieszczam w nim kasztany oraz pozostałe składniki, loomi upycham na górze, gdyż po 2-3 dniach trzeba ją wyjąć!
4. Zalewam kompozycję lekko posolonym kefirem. Warunki pracy i higiena jak przy kiszonkach — zza kefirowej pierzynki żaden składnik nie może wystawiać nosa.

5. Fermentuję od 5 do 7 dni, co zależy od temperatury pomieszczenia.
6. Całość miksuję i przechowuję w lodówce. Gotowe!

Mój majonez kusi smakiem i zapachem. Jego walory spełniły moje oczekiwania. Dodaję go okazyjnie do sałatek, do domowych chipsów, czasem też stosuję jako bazę do sosu czosnkowego. 

 

Palce lizać!

Babka w słoiku

 

Babka w słoiku* to kanapkowy dodatek, którego głównym składnikiem są niezakwitłe główki babki lancetowatej. Ciekawie komponuje się zwłaszcza ze smakiem serów pleśniowych.

Składniki:

 

oliwa
cebula

kawałek pora
kubeczek niezakwitłych główek babki lancetowatej
młode liście podagrycznika
listek wrotyczu
2 malutkie gruszki
garść płatków róży
ziele angielskie, goździk, cynamon,
czerwony pieprz, sól

ocet jabłkowy
majeranek

 

 

Wykonanie:

 

Główki babkowe parzę 2 minuty pod przykryciem, wodę zlewam. Cebulę i por podsmażam na oliwie długo i na wolnym ogniu, aby nabrały koloru i aromatu. Przyznam, że wyszłam z kuchni - nie znoszę tak stać i modlić się nad garami. Ważne, żeby towarzystwo przemieszać co jakiś czas, bo przypalona cebula oddaje inne aromaty. :P

Dodaję sparzone główki, pokrojone gruszki i zielsko. Podsmażam konsekwentnie do miękkości gruszek, wtedy też dodaję niektóre przyprawy: kulkę ziela angielskiego, jeden goździk, pół łyżeczki cynamonu. Chwila kąpieli patelnianej i wrzucam płatki róży.

 

 

Kilka razy zamieszam - gotowe! Sól, trochę pieprzu, doprawiam łyżką octu jabłkowego i na koniec dodaję majeranek, ale tylko szczyptę, inaczej zepsuję smak mojej pasty. Blender w ruch!

 

 

Babka w słoiku to pasta z charakterem, idealna dla zahartowanego i doświadczonego smakami podniebienia.

 

*https://www.zielnia.com/ostrzeżenie/

 

Froszek

Froszek to pył, powstały z fermentu  —    nastawu w mojej zielniastej fermenciarni. W roli głównej — bulgur i owoce dzikiej róży, dodatków zaś cała masa.

 

Składniki:

 

Bulgur — 1 kubek
mus z owoców dzikiej róży — 3 kubki
mała cebula
garść skórek imbiru
pół łyżeczki majeranku
pół łyżeczki kminku
pół łyżeczki cynamonu
liść laurowy
ziele angielskie
płatki róży damasceńskiej
fermentowane liście jeżyny
bluszczyk kurdybanek
kwiaty lawendy
lippia trójlistna
anyż gwiazdkowy

sól

 

 

Wykonanie:

 

1. Cebulę oraz wszystkie przyprawy czule traktuję moździerzem. Dodaję sól, a to znacznie usprawnia proces czułości moździerzowej.

2. Bulguru nie myję, mieszam ze swojskim musem z owoców dzikiej róży. Dodaję go więcej, niż bulgur zabierze. Jeśli masa będzie zbyt bulgurowa, ponawiam proces. Bulgur to pijok, wiele potrafi wciągnąć. ;)

3. Do duetu bulgur-panna róża dodaję przyprawową paćkę, solę i dokładnie mieszam towarzystwo.

 

 

4. Masę przekładam do wyparzonego słoika. Biorę pod uwagę fakt, iż bulgur jeszcze napęcznieje.

5. Słoik zamykam, masa nie ma dostępu do powietrza. Fermentu doglądam codziennie, mieszam i oczyszczam przybrudzone brzegi słoika. Jeśli bulgur potrzebuje wsparcia, to pozwalam mu na chwile rozkoszy i dokładam potrzebną porcję musu.

6. Zawartość słoika fermentuje 6 dni.

 

 

7. Szóstego dnia blenduję ferment, przekładam go do naczynia żaroodpornego i rozcieram palcami.

8. Naczynie z roztartym fermentem wkładam do piekarnika, nagrzanego do ok. 25°C. Trochę podsuszę i znowu rozcieram, proces powtarzam wiele razy, przekładam masę na papier do pieczenia.

 

 

9. Zdradziecki moment przypada pod koniec procesu suszenia, kiedy to gdzieniegdzie wytworzą się maciupkie kluseczki. Nie mogę przegapić tej chwili, bo wtedy froszek nie będzie froszkiem, a fluskiem. Prawie sproszkowaną masę przekładam do cudownej maszyny i miksuję tak, aby wszystkie mikrusińskie kluchy zmieniły się w gwiezdny pył.

10. Dosuszam to, co niedosuszone i hop! do słoiczka.

 

Co Dalej z Froszkiem?

 

Zupka błyskawiczna "GORĄCY FROSZEK" to jeden ze sposobów wykorzystania pyłu z fermentu. Przyrządzam ją w kilka minut - jest ciepła, zawiesista, kwaśna i syci.

 

 

Wystarczy podsmażyć cebulkę i czosnek, dodać pod koniec smażenia np. 3 łyżki froszku, rozprowadzić na patelni, zalać zimną wodą i szybko wymieszać.

 

 

Można zrobić podpłomyki, obłożone identycznie ugotowaną masą, a ten, kto lubi, może zaprawić zupę, zagęścić sos, zjeść z oliwą (na zimno, bez gotowania). Można posypać wierzch chleba bądź jego środek (zależy od rodzaju chleba), obłożyć serem i raczyć się ciekawym smakiem grzanek. To patent libański — dodam, że w tym celu w Libanie wykorzystywany jest sumak.

 

 

Na mnie czeka kolejny ferment i nowy froszek. Idę odkrywać smaki nieznane i przeganiać wiatr, co w kiszonce gna...

 

 

Niebo

To moje własne niebo — lokal ciasny, mało w nim powietrza, to i życie wewnętrzne pracuje całą parą. Zamieszkały w nim gołąbki, zawijane z iście anielską cierpliwością. Sześć dni ciężko pracowały, dnia siódmego udały się na odpoczynek. Niebo w słoiku zapowiada niebo w gębie — powstanie fermentu cud fantastyczny, fermentacyjny ach i och! <3

 

 

Składniki:

 

liście nasturcji

bulgur drobnoziarnisty

przecier z owoców dzikiej róży

płatki aksamitki

cynamon

imbir

ostra papryka

swojski (!) kefir

sól, ziele angielskie

 

 

Wykonanie:

 

1. Przygotowuję masę bulgurową. Bulgur mieszam z przecierem — dodaję go tyle, ile bulgur zabierze. Masa musi się kleić. Czas na ostrą paprykę, aksamitkę, imbir i cynamon — na małą salaterkę 1 cm imbiru i pół łyżeczki cynamonu.

2. Liście nasturcji pozbawiam łodyg. Nakładam nadzienie, uwzględniając chłonność bulguru. Gołąbki składam jak kopertę.

 

 

3. Każdy zawijas obciążam, nie daję mu szansy na ponowne rozwinięcie. Towarzystwo przekładam kolektywnie do słoika, a wszystkie ptaszki muszą stać na baczność w równym szeregu — inaczej zwyczajnie odfruną podczas fermentacji. ;)

 

 

4. Dodaję ziele angielskie, przykrywam posoloną pierzynką kefirową i zamykam słoiczek, nie dokręcając go. Po 6 dniach przekładam do lodówki. Smakują bosssko!

 

 

                                                                        Zaiste niebiańskie gołąbki! <3

 

5 Comments

Papryka i przyjaciele

Papryka i przyjaciele — zatopieni w solance. Czy są szczęśliwi ze spotkania? Jeszcze 3 tygodnie temu twierdziłam, że nie, ale kiszonce trzeba dać szansę — zawsze, gdyż smak się zmienia wraz z postępem fermentacji. W którą stronę? A to już kiszonkowa kwestia gustu. ;)

 


Składniki:

małe papryczki

3 ząbki czosnku

1 gruszka

2 suszone figi

kopiasta garść jadalnych kasztanów

sól, woda, liść laurowy, ziele angielskie

 

Wykonanie:

 

1. Kasztany nacinam na krzyż, podpiekam w piekarniku i obieram — niech ostygną.

2. Figi namaczam w solance (łyżka soli na litr wody), którą później zaleję papryki. Gdy namiękną, kroję je niedbale na mniejsze kawałki.

3. Czosnek rozbijam w moździerzu.

4. Ostygłe kasztany, gruszkę (bez gniazda), pokrojone figi i czosnek blenduję do uzyskania zwartej masy. To najtrudniejszy etap, ponieważ nadzienie nie może być rzadkie, inaczej nie utrzyma się w papryce podczas fermentacji. Trzeba dobrze ocenić sytuację i dodać ew. mniej pokrojonej gruszki, jeśli jest soczysta.

5. Papryki pozbawiam wierzchniej części, oczyszczam środek i wkładam nadzienie, lekko je ubijając. Uwaga — nie należy nakładać po sam brzeg!

6. Papryczki tak ułożyć w słoiku, aby podczas późniejszego odgazowania nie podniosły się do góry i zalać solanką. Jeśli choć jedna papryczka wystawi nos z solanki, to zaistnieje bardzo duże prawdopodobieństwo popsucia. ;)

7. Towarzystwo fermentuje 7 dni, stojąc grzecznie na kuchennej półce, później ląduje w lodówce i czeka cierpliwie 3 tygodnie. Od czasu do czasu warto odgazować słoik.


 

 

 

Zaiste atrakcyjny dodatek do obiadu czy kanapki - oko zachwyci, podniebienie ucieszy, fermentatora wzruszy, a gościa zaintryguje. I wszyscy są szczęśliwi, papryka i przyjaciele również. ;)

 

2 Comments

W paście K. zakochałam się...

 

Moja pasta kaszkiewkowa* jest smaczna i uniwersalna, sprawdza się w wielu potrawach, przystawkach czy nawet na zwykłej kanapce. Okupując lodówkę, szybko się nie psuje, a to oprócz walorów smakowych bardzo ważne udogodnienie.

 

 

Składniki:

 

pęczek bujnej czupryny panny rzodkiewki

garść kasztanów jadalnych

ząbek czosnku

sok z połowy cytryny

kłącze kuklika

oliwa

sól

 

 

Wykonanie:

 

1. Kasztany nacinam na krzyż, podpiekam i obieram.

2. Rzodkiewkową zieleninę obgotowuję.

3. Czosnek rozbijam z solą i kłączem kuklika. Sok z cytryny wlewam do moździerza — to swoisty patent, aby cała zawartość moździerza mogła być wykorzystana.

4. Podpieczone kasztany blenduję z zieleniną, składnikami z moździerza i oliwą. Smak czosnku i cytryny jest wyraźny, ale nie zagłusza pasty.

 

PODPŁOMYKI

 

Pastą kaszkiewkową mogę posmarować podpłomyki, rach-ciach i przekąska gotowa! Szybkie ciasto podpłomykowe wykonuję zwykle bez drożdży, bez zakwasu itp., czyli trochę mąki orkiszowej, trochę żytniej, a wody tyle, ile mąka zabierze. Na oko. ;)

 

zupa

 

Pasta K., dodana do gotującej się zupy bądź stosowana jako dekoracja, nadaje fikuśny charakter serwowanej potrawie. Nie gotuję obiadów dwudniowych. Lubię różnorodność w kuchni, wolę zjeść ziemniaki z kefirem, niż męczyć się daniem z dnia poprzedniego. Dlatego gotuję w małych garnkach, a do zupki dodaję dwie łychy pasty K.

 

Zupa brukwiowa
Zupa brukwiowa

smarowidło

 

Mieć pastę kaszkiewkową i nie posmarować nią pajdy chleba? Toż to kuchenny grzech! ;) Najlepiej smakuje ze swojskim chlebem.

 

 

Prawda, że uniwersalna? Dzisiaj wyskrobałam ze słoiczka resztki pasty kaszkiewkowej i dodałam je do sosu pomidorowego. Wyszło niezłe bezmięsne spaghetti bolognese. ;) Maciupkie kasztany przybrały wdzięczny kamuflaż. Kolejny słoiczek rozpocznie współpracę z jajecznicą. Już czuję ten smak. Mniam!

Smakowitą rzodkiewkową czuprynę można serwować jako dodatek do obiadu, bez przygotowywania pastyK. Wystarczy ją obgotować, wymieszać z masą moździerzową (czosnek, sok z całej cytryny, ew. bez kuklika), nie kroić drobno, polać oliwą i rozkoszować się smakiem. Do ziemniaków w mundurku czy zwyczajnie z chlebem. Pychota!

 

*Przepis-ciekawostka o charakterze informacyjnym: http://www.zielnia.com/o-mnie/

3 Comments

Kasztanowy obiad

Kasztany tu, kasztany tam, kasztany tu i tam... Istny zawrót głowy dla tego, kto je uwielbia. Można na słodko, pikantnie — wybór zależy od upodobań. I nie trzeba wymyślać skomplikowanych dań, aby uraczyć biesiadników. Ja uwielbiam gotować z tego, co mam pod ręką, uwielbiam tworzyć dzieło kulinarne bez wizyty w sklepie. I wcale nie uważam, że sklep to samo zło — czas, kochani, czas odgrywa w moim życiu istotną rolę. A stanie w kolejce jest dla mnie torturą i marnotrawstwem czasu. W wielkim mieście kolejki bywają nieznośne!

Dzisiaj serwuję kasztany jadalne w sosie arabskim*. Korzystam z zasobów mojej lodówki - tahini jest na stałe w niej zadomowiona, kolendra również. Do dzieła! Dodać należy, że na Bliskim Wschodzie w ten sposób nikt kasztanów nie podaje. ;) W Libanie piecze się kasztany jadalne w popiele — smakują obłędnie. Moje pierwsze kasztany jadłam właśnie w tym kraju.


Składniki:

kopiasta garść kasztanów jadalnych

kolendra — kilka łodyg z liśćmi

duży ząbek czosnku

kłącze kuklika

sok z połowy cytryny

1 łyżka pasty tahini

cynamon — czubeczek łyżeczki

kolendra — czubeczek łyżeczki mielonego owocu

kmin rzymski — czubeczek łyżeczki mielonego owocu

sól, oliwa, woda

Czubeczek łyżeczki to mniej niż połowa łyżeczki. ;)

 

 

Wykonanie:


1. Kasztany nacinam na krzyż, obieram i gotuję do miękkości.

2. Ugotowane kasztany pozbawiam brązowej błony i rozdrabniam na mniejsze kawałki.

2. Łodyżki kolendry drobno kroję, po czym rozbijam je wraz z liśćmi kolendry, czosnkiem, kłączem kuklika i solą w moździerzu.

3. Masę z moździerza podsmażam dosłownie chwilę na patelni, dodaję przyprawy (cynamon, kmin, kolendrę), podsmażam kolejną chwilę, wrzucam rozdrobnione kasztany, dodaję sok z cytryny, tahini i wodę — tyle, ile masa zabierze. Jeszcze moment na przegryzienie i koniec! Potrawka gotowa!

 


Kasztany muszą być świeże, gdyż podsuszone są słodkawe i nie pasują do tej potrawy. Wypróbowałam naprawdę różne wersje obiadowe. Podsuszone kasztany jadalne są dobre na inne okazje, zwłaszcza dla łasuchów takich jak ja ;)

 

A oto uboższa wersja moich kasztanów obiadowych, bez mielonych przypraw, tylko z czosnkiem, kolendrą i sokiem z cytryny. Równie pyszna!

 

*Przepis-ciekawostka o charakterze informacyjnym: http://www.zielnia.com/o-mnie/

3 Comments

Niezamki

Moje niezamki* nie są jeszcze idealne — muszę popracować nad proporcjami. Forma, którą dzisiaj osiągnęłam, jest zadowalająca, smak zaś powalający. Nawet najmniej zieleniasty mieszkaniec Zielni przyznał, że smakują lepiej niż sklepowe. Poświęciłam się dla dobra sprawy i poszłam na zakupy, aby porównać cechy kupnych sezamek i moich niezamek. :p

 

 

Składniki:

 

filiżanka nasion niecierpka


garść kasztanów jadalnych

bukiew — kilkanaście orzeszków

łyżka nasion wiesiołka

łyżka nasion pokrzywy

kilka cieniutkich kłączy kuklika

ostrożeń warzywny — czupryna

1,5 łyżki miodu

2 płaskie łyżki cukru

 

 

Wykonanie:

1. Suche nasiona niecierpka prażę na patelni.

2. Orzeszki bukowe pozbawiam łupin, rozbijam moździerzem i prażę na patelni — muszą być kruche, ale nie twarde.

3. Kasztany jadalne drobno kroję i podprażam na patelni.

4. Kłącza kuklika drobno mielę.

5. Czuprynę zgrabnie tnę nożyczkami.

6. Wszystkie nasiona mieszam (kuklika i czuprynę również) w naczyniu.

7. W garnuszku przygotowuję masę zlepiającą: cukier wsypuję do pustego garnuszka, podgrzewam, a gdy zmieni swój stan, dodaję miód.

8. Masę mieszam i dodaję mieszankę nasion z czupryną i kuklikiem. Szybko mieszam i przekładam na papier do pieczenia. Muszę działać zdecydowanie, nie ma czasu na zabawę — masa twardnieje!

9. Przykrywam placek niezamkowy papierem do pieczenia i szybko rozwałkowuję, tak aby niezamki miały zgrabną i cieniutką postać.

10. Zdejmuję papier i kroję placek nożykiem do pizzy.

 


Ostrożeń warzywny wszedł w skład drużyny z czystego sentymentu — uwielbiam jego zapach. Kłącze kuklika z tego samego powodu. :) Niezamki smakują fantastycznie, w okamgnieniu zostały zjedzone. Nie były idealne, muszę zmienić proporcje cukru i miodu, bo wychodzą twardawe. Chociaż ... może nie warto tak krytykować, skoro są smaczne? Co nie znaczy, że nie będę dążyć do przepisu idealnego. No, ale najpierw muszę przygotować niecierpichę! ;)

Niezamek nie zjadłam sama, grzecznie podzieliłam się z rodziną. I nigdy nie zjadłabym tak dużej ilości na raz, to nie wyszłoby mi na zdrowie. We wszystkim trzeba mieć umiar! Czekolada może zaszkodzić zjedzona w większej ilości, a zioła i dzikie rośliny jadalne tym bardziej!

Zbieram tylko takie rośliny, które dobrze znam! Nigdy nie zerwałabym i nie zjadłabym nieznanej mi rośliny!;)

*Przepis-ciekawostka o charakterze informacyjnym: http://www.zielnia.com/o-mnie/

 


1 Comments

Kurdele

Kurdele* to łakocie na każdą okazję, a ich głównym składnikiem jest bluszczyk kurdybanek (Glechoma hederacea). Dzisiejsza wyprawa nie przebiegła po mojej myśli, niestety! Cóż, nie zawsze na zawołanie można znaleźć roślinę, której się szuka. Sama mnie kiedyś znajdzie! :) Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i no mam kurdele.

Kurdele w języku tureckim to kokardka, a z mojego kurdybanka można powiedzieć...khy, khy ... też wyszła pewna kokardka. ;)

Składniki:

 

bluszczyk kurdybanek - kilka listków z łodygami liściowymi

bukiew — kilkanaście orzeszków

2 łyżeczki kakao

pół łyżeczki cukru/cukru pudru

trochę ostrej papryki

szczypta rozdrobnionych kwiatów czarnego bzu

łyżeczka oleju kokosowego

 

 

Wykonanie:

 

1. Bukiew pozbawiam łupin, bardzo drobno kroję, podprażam i przekładam na talerzyk.

 

2. Do garnuszka wsypuję kakao, ostrą paprykę, cukier, rozdrobnione kwiaty czarnego bzu, dodaję olej i dopiero wtedy kładę garnuszek na palnik, szybko łącząc składniki.

 

3. Gdy masa dobrze połączy się, pokrywam nią listek kurdybankowy (od strony spodniej również), po czym obustronnie posypuję podprażoną bukwią.

 

4. Wkładam na chwilę (2-3 min) do rozgrzanego piekarnika 200 °C.

 

 

Kurdele są bardzo smaczne, smak kurdybanka cudownie komponuje się z kakao, lecz muszę podkreślić, że nie jest to przekąska do objadania się. Gdybym zjadła 10 listków, to przestałaby mi smakować. A tak... zawsze mam ochotę na powtórkę!

 

*Przepis-ciekawostka o charakterze informacyjnym: http://zielnia.jimdo.com/o-mnie/

1 Comments

Pasta niecierpliwa

Składniki pasty niecierpliwej* cierpliwością nie grzeszą, zaś ten, kto chce ją przygotować, musi przystąpić do dzieła ze stoickim spokojem. W październiku kwitną jeszcze niecierpki gruczołowate - to właśnie ich kwiaty oraz kasztany jadalne są potrzebne do wykonania pasty niecierpliwej.

Kasztany jadalne zebrałam o poranku, a konkurencję miałam iście żywiołową — ruda wiewióra zrzucała  nadgryzione kasztany na moją głowę. Cóż, to jej teren, muszę się podporządkować! ;)

O tej porze roku kwiaty niecierpka cieszą się bardzo wybuchowym towarzystwem nasion, a one też przydadzą się w Zielni, więc surowiec zbieram kolektywnie. Kwiaty oraz nasiona niecierpka są niezwykle niecierpliwe — nasiona nie chcą poczekać, aż wyciągnę po nie rękę, a kwiaty szybko więdną. Długa włóczęga nie wchodzi w rachubę.


Składniki:

2 kubki kwiatów niecierpka gruczołowatego

kopiasta garść kasztanów jadalnych

cebula

mała papryczka chili

koper włoski — pół łyżeczki mielonego owocu

biedrzeniec anyż — pół łyżeczki mielonego owocu

cukier, sól


sok z czarnego bzu

 

Wykonanie:

 

1. Kasztany nacinam na krzyż i podpiekam w piekarniku, po czym obieram i rozdrabniam.

 

2. Cebulę podsmażam, dodaję łyżeczkę cukru i przyprawy (koper włoski, biedrzeniec anyż), chwilę podsmażam, dodaję chili, kwiaty niecierpka, znowu podsmażam i całość dopełniam kasztanami.

 

3. Towarzystwo na patelni podlewam dwoma chlustami soku z czarnego bzu, chwilę duszę i blenduję.

 

4. Zblendowanej masie pozwalam na chwile radości patelnianej. Mmmm! Pasta gotowa!

 

Ciepła pasta niecierpliwa smakuje wybornie w zimne październikowe poranki. Takie słodko-ostre przebudzenia tylko umilają ciemne poranne chwile.

 * Przepis-ciekawostka o charakterze informacyjnym: http://zielnia.jimdo.com/o-mnie/

 

Grukaszta

Grukaszta — to pasta na chleb z jadalnych kasztanów i ich aromatycznego towarzystwa: gruszek, fig, płatków róży damasceńskiej i innych doskonałych składników. Domowy chlebek orkiszowy z moją grukasztą to prawdziwy rarytas jesienny, który musi znaleźć się w menu kolacyjnym Zielni. <3

Przepis powstał pewnego dżdżystego poranka, gdy przy każdym podmuchu wiatru dojrzałe kasztany zlatywały mi na głowę! Eureka, zrobię pastę!”, pomyślałam i natchniona wróciłam o domu, aby stworzyć nowe dzieło kulinarne. Dodam, że ubrana byłam przyzwoicie i nie skakałam z radości swego odkrycia po całym mieście. :p

 

Składniki:

 

2 kopiaste garście jadalnych kasztanów

mały kawałek naci selera

1 mała gruszka

2 małe suszone figi

1 cebula

2 ząbki czosnku

mała garść płatków róży damasceńskiej

2-3 łyżki octu jabłkowego

ok. 150 ml soku z czarnego bzu

1 łyżka nasion czosnaczku pospolitego

pieprz, sól


Wykonanie:

1. Kasztany nacinam na krzyż i podpiekam w piekarniku. Trzeba uważać, żeby mocno się nie przypiekły — skamieniałe ciężko się mieli :p.

2. Podpieczone kasztany obieram i miksuję z czosnkiem, gruszką oraz namoczonymi figami.

3. Cebulę i nać selera podsmażam na oliwie, dodaję zmiksowane kasztany z masą owocową, chwilę podsmażam, dodaję płatki róży i podlewam całość sokiem z czarnego bzu. Napisałam ok. 150 ml, ponieważ, kochani, nie należę do przykładnych gospodyń i wlewam sok prosto z butelki. ;) Masa nie może pływać, musi mieć konsystencję gęstego sosu. Chwilę podgrzewam, dodaję ocet, sól i pieprz do smaku.

4. Rozbijam w moździerzu nasiona czosnaczku i dodaję je, gdy masa kasztanowa ostygnie (!).

5. Całość blenduję i zamykam grukasztę w słoiczku.

 

Na przykładzie powyższego zdjęcia zauważamy proces ekspansji nasion niecierpka. Wcisną się wszędzie,  nawet do zdjęcia! :p

 

Nasiona czosnaczku dodają mojej grukaszcie charakteru, są jej nieodzownym komponentem.

Połączenie kasztanów z gruszką, figami, płatkami róży damasceńskiej i nasionami czosnaczku uważam za idealną kompozycję! To mój smak!

Słoiczek nie przetrwał nawet dwóch dni! ;)

0 Comments

Kasztanówa

W moim mieście zaczął się sezon na kasztany jadalne (Castanea sativa). Ci, którzy wstają wcześnie rano, mają największe zbiory. Wielkie Szaleństwo Kasztanowe trwa! Tak! Tradycyjnie pieczone uwielbiam, przy czym, jeśli mam codziennie jeść w ten sposób przygotowane kasztany, to podziękuję. ;) W październiku gotuję gulasze z kasztanami, potrawki, przyrządzam smakołyki, których jeszcze nie zdradzę. Przyjdzie czas, kochani, przyjdzie! :)

 

Kasztanówa to zupa w sam raz na jesienne chłody, która porządnie nasyci i zadowoli nawet kapryśne młode podniebienie. To wspaniały posiłek podczas włóczęgi, gdy wieje wiatr i siąpi deszcz, a ja czekam na kolejne spady kasztanów.

 

 

Składniki:

 

ok.3/4 kubka czerwonej soczewicy

kopiasta garść kasztanów jadalnych

mała marchewka

piętka brukwi

cebula

czosnek

nać selera

mały pomidor

lebiodka syryjska (Origanum syriacum), hyzop (Hyssopus officinalis), bluszczyk kurdybanek (Glechoma hederacea)

sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie

ocet jabłkowy


Kasztany jadalne nacinam na krzyż i obieram. Cebulę i czosnek podsmażam na oliwie i dodaję do gotującej się soczewicy oraz pozostałych składników, których nie kroję, gdyż gotową zupę lekko miksuję. Po przestygnięciu doprawiam octem do smaku.

 

Origanum syriacum podkreśla smak jesiennych zup. W Libanie zioło to wykorzystuje się kulinarnie, jak i leczniczo. Dzikie rośliny jadalne i zioła Libanu to bardzo obszerny temat. Mieszkańcy gór mają tutaj spore pole do popisu i nawet małe dzieci potrafią wskazać i nazwać poprawnie gwiazdnicę czy szarłat.

 

Kasztanówę można udekorować sezonowymi dodatkami. U mnie to nasiona niecierpka i pokrzywy.

Stokrotki też znalazły swoje miejsce w zupie.

0 Comments

Kawa październikowa

 

Moja kawa październikowa to połączenie prażonych nasion przytulii czepnej, kasztanów jadalnych i fig.

W porównaniu z przygotowaniem kawy żołędziowej pracy przy obróbce surowca jest niewiele. To prawdziwie aromatyczna pokusa w sam raz na październikowe pochmurne dni. Kasztany jadalne rosną w moim mieście, o przytulię starać się nie muszę, bo rośnie gromadnie w wielu miejscach, a figi suszone przywiozłam z Libanu. Wszystko mam!  Hmm... Młynka do kawy nie mam, odmówił posłuszeństwa, niestety! Nie szkodzi! Poradzę sobie. Pożyczę młyneczek do pieprzu. ;)

 

Kawa październikowa:

 

1 duży kasztan jadalny

1 mała suszona figa

1 łyżeczka nasion przytulii czepnej

 

To proporcje na 1 kubek. Można przygotować więcej surowca i zgromadzić zapas. W zeszłym roku kasztany jadalne obrodziły w moim mieście, więc mogłam pozwolić sobie na kasztanowe szaleństwo. Kawa październikowa i w tym roku jest na mojej liście zapasów. Czekam, aż opadnie więcej moich ukochanych kasztanów.

 

Wersja błyskawiczna:

 

Kasztan naciąć na krzyż, obrać, a następnie zetrzeć bądź pokroić najdrobniej jak się uda. Masę wrzucić na gorącą patelnię i podsuszyć bez prażenia, następnie zmielić w młynku i uprażyć na rozgrzanej patelni (bez tłuszczu!)

Nasiona przytulii lekko uprażyć na patelni, zmielić, a po zmieleniu uprażyć do końca.

Figę pokroić drobniusieńko, podprażyć, zmielić — i UWAGA! - połowę lekko uprażonej figi zostawić, resztę uprażyć do końca. Taki manewr urozmaica smak kawy październikowej.

 

BARDZO WAŻNE! Zarówno nasiona przytulii, jak i figa oraz kasztan nie mogą być spalone na węgiel. Trzeba bacznie pilnować surowca, aby nie sczerniał, mieszać i podczas prażenia nie łączyć danych składników.

 

Uprażone składniki łączymy, wybieramy ulubiony kubek, zalewamy je wrzątkiem i gotowe! Cała kuchnia przesiąka cudownym aromatem!

 

 

 

P.S. Tak, kasztan, przedstawiony na zdjęciu, pokroiłam drobniej :p.

 

1 Comments

Wariacje na temat kishk

Ci, którzy wyprodukowali własny kyszkowy ferment, mogą przystąpić do kolejnej zabawy. Kto go jeszcze nie ma, a chce pójść na łatwiznę, niech skorzysta z kupnego kishku. Różnicę w smaku można porównać do różnicy między domowymi ogórkami kiszonymi a sklepowymi. No, to już wszystko wiadomo w kwestii jakości. ;)

 

Cóż można wyczarować o poranku z kishku? Najlepiej wiedzą o tym Libańczycy, którzy proponują śniadaniowe specyjały nie do odrzucenia.

 

zupka

 

W różnych regionach zawiesina z kishk może mieć mniej lub bardziej gęstą konsystencję. Ba, są to nawet zróżnicowane przyzwyczajenia rodzinne. Wszystko zależy od upodobań biesiadników. A przygotowanie jest banalnie proste.

 

Składniki:

 

cebula

czosnek

proszek kyszkowy

oliwa

ew. sól

 

Przygotowanie:

 

Cebulę podsmaża się na oliwie, dodaje rozbity czosnek, chwilę później np. 3 czubate łyżki kishk. Na taką ilość proszku ja daję pół ząbka czosnku. Proszek kyszkowy rozprowadza się na patelni i, zalewając go wodą, szybko miesza, tak aby dobrze rozprowadzić kishk i zapobiec tworzeniu tzw. kluch. Wody należy dodać tyle, aby powstała średniogęsta zawiesina. Kishk potrzebuje dosłownie chwilę na przegryzienie i gotowe — można serwować. Powstałe danie je się na śniadanie przy pomocy chleba i koniecznie ze wspólnego talerza. Do kishku w postaci zupki smakują oliwki, podane na osobnym talerzu — to libański sposób. W moim domu odchodzę od klasycznego sposobu serwowania kishk i dodaję własne "ulepszacze". Kishk świetnie smakuje np. z nasionami pokrzywy czy musem tarninowym. To prawdziwe pole do popisu dla osób kreatywnych kulinarnie. ;)

 

Manakish

 

Manakish (man2oush) to rodzaj podpłomyków, przygotowanych z ciasta drożdżowego bądź na zakwasie. Określenie "pizza" wywołuje u Libańczyków uśmiech na twarzy. ;) Podpłomyki można kupić w ulicznych "manuszarniach". Obłożone są nader ciekawymi dodatkami- jednym z nich jest właśnie kishk. Zanim proszek kyszkowy wyląduje na podpłomyku, przechodzi proces przeobrażenia w gęstą zawiesinę (przygotowanie j.w.), gdzie dodatkowo na patelnię dodaje się małego pomidora. Nie należy kroić go drobno,  grube plastry muszą być widoczne. Upieczony manakish składa się na pół - kishkiem do środka. Można go też posypać zieleniną czy dodać oliwki. Napiszę o nich kiedyś więcej, to obszerny temat. W górach manakish może być obłożony dzikimi roślinami, których w Polsce zwykle nie jada się bądź są w naszym kraju objęte ścisłą ochroną. Nie, nie zdradzę jeszcze jakie :p.

 

Man2oush bil kishk, czyli właśnie podpłomyk z masą kyszkową, podaję w moim domu zwykle w nietradycyjny sposób. Po pierwsze, oszukuję z wyrobem ciasta — robię szybkie ciasto podpłomykowe, bez zabawy z drożdżami czy zakwasem. Po drugie, dodaję własne "widzimisię", które jest zależne od pory roku i stanu mojej spiżarni. :) 

 

Moi drodzy, czekam na Wasze proszki kyszkowe, manakishe i wszystkie Wasze wariacje na temat kishk!

2 Comments

Długa droga pewnego fermentu, czyli opowieść o tym, jak powstaje Kishk.

 

Kishk to połączenie magii fermentacji i przetwarzania. Aby naprawdę zrozumieć, czym jest ten wspaniały twór, trzeba poznać proces jego produkcji. W Libanie wytwarzanie kishk to wielopokoleniowa tradycja mieszkańców wsi, a zdarza się, że i mieszkańcy miast specjalnie udają się w góry, aby przygotować swój własny kishk.

 

Libański kishk to fermentowana masa mleka/jogurtu i bulguru, roztarta i wysuszona na proszek. A sposobów na dobry kishk jest tyle, co i gospodarstw. Kishk jest niesamowity, a jakie dania można z niego wyczarować, opowiem w osobnym poście.

 

Praca zaczyna się w zaciszu domowej kuchni, a kończy na dachu przy asyście wielu kobiecych rąk, przy kawie, rozmowach i uczcie. Gdy gospodyni zamierza suszyć kishk, obwieszcza tę informację gronu najbliższych, gdyż w pojedynkę nikt nie działa. A pracy jest co niemiara. Ubijanie kapusty w beczce to lżejsze zajęcie w porównaniu z domowym wyrobem kishku. Sprzyjającym miesiącem do suszenia jest właśnie wrzesień, gdy upał zelżeje, choć należy dodać, że wielu już w sierpniu koczuje na dachu. Niektóre górskie regiony w Libanie słyną z mgieł czy deszczu, a kishk potrzebuje całego słonecznego dnia.

 

Uwaga! W piekarniku kishk suszy się równie znakomicie, choć dla Libańczyków to prawie niewyobrażalne, ponieważ dla nich piekarnik to nie miejsce suszenia czegokolwiek, no i ichnia ilość produkowanego fermentu jest ogromna. Do domowego wyrobu kishku w Libanie zużywa się kilku baniaków mleka, a jeden baniak ma 20 litrów.  Ja, Ewa, przy moich skromnych warunkach piekarnikowych, ograniczam  się do 0,5 l. ;)

 

sposoby na smaczny kishk

Przedstawię tylko niektóre, najczęściej stosowane przepisy na smaczny kishk.  Każdy z poniższych sposobów zmienia smak kishku z np. łagodnego (na samym mleku) na wyraźnie kwaśny (na samym jogurcie). Długość procesu fermentacji ma istotny wpływ na ostateczny smak, także każdy tworzy według własnego gustu:

 

1. Do 3-dniowego zsiadłego mleka dodajemy drobnoziarnisty burgul, w proporcji 1 kg na 2,5 l. mleka. Najczęściej wykorzystuje się mleko krowie, a że każdy korzysta z tego, co ma, więc np. kozie mleko też się nada. Posolić do smaku i fermentować 3-7 dni. Naczynie podług tradycji powinno być przykryte jedynie tkaniną, choć spotkałam się już z produkcją bez dopływu powietrza. W Libanie do tego celu wykorzystuje się wiadra czy inne duże pojemniki.

2. Do 3-dniowego zsiadłego mleka dodajemy drobnoziarnisty burgul, w proporcji 1 kg na 2 l. mleka. Czwartego dnia dodajemy ok. 0,5 l. swojskiego jogurtu, solimy. Proporcje mleka i jogurtu można dowolnie zmieniać. Fermentować jw.

3. Do świeżego mleka dodajemy burgul w proporcji 1 kg na 2,5 l. mleka, solimy, fermentujemy 6 -10 dni.

4. Do swojskiego jogurtu dodajemy burgul w proporcji 1 kg na 2,5 l. mleka, solimy, fermentujemy 6-10 dni.

Co dalej?

Masę należy codziennie wymieszać ręką. A gdy burgul namięknie, mieszać i stopniowo go rozcierać. Naszym celem jest całkowicie roztarty burgul. Proces rozcierania kończy się na dachu, więc nie trzeba się martwić, gdy po 6-dniowej fermentacji któryś jeszcze pływa. Kishk uczy cierpliwości. :)

 

Tak przygotowana masa ląduje na słonecznym miejscu — w moim domu to piekarnik :p. Jeśli kishk nie ma jeszcze stałości kruchego ciasta, to nic nie szkodzi, podczas suszenia ją nabierze, a później znowu straci, gdy przeobrazi się w proszek. Kruchą masę kyszkową przekłada się na prześcieradła i suszy. Ważne, aby w trakcie procesu suszenia masa była systematycznie rozcierana. Dlatego też potrzeba tylu rąk, bo gdy zrobią się malutkie skamieniałe kluski, to po ptokach. ;) Praca trwa od rana do wieczora, co zależy od ilości fermentu i temperatury — idealna to ok. 24-25 °C.

 

Powstały proszek przekłada się do słoików na zimowe chłody i śnieżyce. Gotowym kishkiem należy obdarować wesołą kompaniję z dachu. Każdy zasłużył na kishk!

 

W Libanie kishk jada się na śniadanie, które tradycyjnie składa się z kilku, a czasem i kilkunastu różnych przysmaków.

 

Kto ma ochotę na kyszkowe wariacje? :)

0 Comments

Tradycyjny wyrób sera Shanklish w Libanie

 

Shanklish - to rodzaj sera o bardzo specyficznym zapachu. Nie bez powodu na śmierdzące stopy w Libanie mawia się "shanklish". :) Jego wykonanie nie jest skomplikowane, a przy sprzyjających warunkach pogodowych, własny shanklish może uzyskać status prawdziwego shanklishu. ;)

 

Shanklish przygotowuje się w wielu wiejskich domostwach. Ten, kto posiada kozy czy krowy, produkuje takowe kółeczka, zjadane do śniadania. Nikt nie smaruje shanklishem chleba. O tym, jak należy jeść ten specyfik, opowiem następnym razem. Każdy region w Libanie ma tajne sposoby na to, aby shanklish zyskał na smaku. Ja podglądałam domową produkcję na północy Libanu, w małej wsi, położonej wysoko w górach Makmel.

składniki

Jogurt z koziego mleka, ew. krowiego

ostra papryka

sól

Origanum syriacum

 

Jogurt podgrzać, nie doprowadzając do temperatury wrzenia, ostudzić i odcedzić powstały twarożek. Moja rozmówczyni nie miała specjalistycznego materiału do odcedzania. Jaki nadawał się do tego procesu, taki został wykorzystany.

 

Tobołek z twarożkiem wieszamy do odcieknięcia. Nasz zawisł akurat na czarnym bzie (Sambucus nigra), którego często się w Libanie nie spotyka. :) Proces nie trwał dłużej niż jeden dzień. O poranku przyszedł czas na kolejny etap.

 

Do powstałej masy dodajemy sól i solidny rzut ostrej papryki, nikt łyżeczkami nie odmierza.;) Po wymieszaniu składników masa zabarwi się na lekko pomarańczowy kolor i wtedy można formować kule. Ich wielkość dopasowana jest do szerokości dłoni formującego. :) Ostatnia kula ma prawo wyjść niekuliście. :P

 

 

Shanklishowi do szczęścia potrzeba już tylko kapieli słonecznych. Kulki zostawia się na około tydzień na dachu, aby ser nabrał swego szankliszowego charakteru.

 

Gotowy shanklish można obtoczyć w Origanum syriacum, który obficie porasta góry Makmel, a nawet dodatkowo zalać oliwą. W warunkach europejskich użyłabym zamiennie np. Thymus vulgaris. Niektóre źródła podają, iż shanklishe obtaczane są w zaatarze. Celowo nie użyłam tej nazwy, ponieważ przeciętni Libańczycy słowem zaatar określają nie jeden gatunek rośliny, a więcej. A to już historia na inny wpis. :)

 

                                Oto moja rozmówczyni-miejscowa akuszerka i znawczyni ziół gór Makmel:

0 Comments

Juta w kuchni

Juta kolorowa (Corchorus olitorius L., arab. mloukhieh, ملوخية) to jedna z moich ulubionych roślin, które wykorzystuję w kuchni. Najczęściej można kupić ususzone liście juty, które przed gotowaniem należy namoczyć w wodzie. Jest to czynność konieczna, przy okazji pozbywamy się ewentualnych niespodzianek np. kurze pamiątki. Przed namoczeniem należy ją pozbawić ogonków liściowych. Tak nakazuje kulinarna etykieta, przynajmiej w Libanie tak jest. ;) Namoczoną jutę trzeba kilka razy porządnie wypłukać i kilkakrotnie odcisnąć. W Libanie liści juty nie kroi się ani nie rozdrabnia, do potraw dodaje się je w całości.

 

Świeżą jutę wystarczy umyć, pozbyć się ogonków liściowych i już można ją przyrządzać. A jak? Nie zawsze musi być to danie z mięsem. Świeża smakuje fantastycznie z pomidorami.

 

Oto sposób libański, składniki:

 

Cebula

czosnek

świeża juta

cynamon

suszone nasiona kolendry

świeże pomidory (ja dodaję kiszone pomidory, podkręcają smak potrawy)

 

Przygotowanie:

 

Cebulę podsmażyć na oliwie, dodać czosnek (potraktowany moździerzem), dodać przyprawy, liście juty, chwilę podsmażyć i wrzucić drobno posiekane pomidory. Dusić chwilę i gotowe. Potrawę podaje się z ryżem, jeść najlepiej przy pomocy chleba arabskiego.

 

 

 

W Libanie częściej gości na stole juta z kurczakiem niż wersja z pomidorami. I tak naprawdę większość używa suszonych liści, nawet w sezonie.

 

Składniki:

 

Kurczak bądź 3-4 udka

1 duża cebula

3 ząbki czosnku

ew. ostra papryka

cynamon

2 owoce kardamonu

nasiona kolendry

pęczek kolendry (wielkość pęczku zależy od ilości liści juty)

namoczone, wypłukane, odciśnięte liście juty (bądź świeże)

cytryna

 

 


Potrzebny jest wywar z kurczaka. Całego kurczaka bądź udka gotujemy z małym kawałkiem kory cynamonowca i owocami kardamonu. Uwaga, oszczędnie doprawiamy! Ta potrawa nie może mieć posmaku podanych przypraw. Z posolonego i ugotowanego wywaru wyjmujemy mięso.

W garnku podsmażamy cebulę, dodajemy czosnek (moździerz), pokrojoną kolendrę (łodygi liściowe również), niepokrojone liście juty, ew. świeżą ostrą paprykę, trochę ugotowanego kurczaka, podsmażamy chwilę i zalewany wywarem. Dodajemy mielone nasiona kolendry. Cynamon i kardamon wyjmujemy z wywaru. Uwaga! To nie jest zupa. W libańskiej kuchni liście juty nie mogą pływać w potrawie. Gotujemy do miękkości. W razie potrzeby dosolić.

 

Podaje się z ryżem i ugotowanym udkiem. Tak, w liściach jest mięso i jeszcze dodatkowo udko na talerzu. No, chyba że gości dużo, a udek mało, to daje się całe mięso do garnka, a wtedy i liści, i innych składników należy dodać odpowiednio wiecej. Bezpośrednio przed jedzeniem każdy sam polewa danie sokiem z cytryny bądź smaruje chlebek arabski cytryną i tym chlebkiem zjada potrawę z talerza.

 

To moja pierwsza libańska potrawa, którą swego czasu przyrządziłam. Mam do niej sentyment. <3


2 Comments

CZOSNACZKARDA

Dzisiaj przedstawię Wam nasiona czosnaczku pospolitego (Alliaria petiolata) w wersji delikatesowej.

Oto one, gotowe prawie na wszystko.

 

 

Moje nasiona czosnaczku pokochały figi i ocet z płatków róży damasceńskiej. Powstała niepowtarzalna CZOSNACZKARDA, której smak jest wart każdej młócki.

 

 

Składniki:

 

filiżanka nasion czosnaczku

3-4 suszone figi

domowy ocet z płatków róży damasceńskiej

 

 

Nasiona młócę kolektywnie, wrzucając łuszczyny czosnaczku do worka. Pocieram je szybko w dłoniach jak plastelinę, później oddzielam nasiona od plew, przesypując je z talerza na talerz.

 

Nasiona i pokrojone figi zalewam octem różanym tak, aby składniki mogły napęcznieć, a nie pływać później w occie. Zawsze lepiej dolać, niż odlewać. Zostawiam na 24 h i szybko blenduję. Gotowe! Wysoka temperatura zabija pikantny smak nasion czosnaczku, będą już tylko gorzkie.

 

Jeszcze przed zalaniem octem można potraktować nasiona czosnaczku moździerzem. Ta metoda gwarantuje gładką masę. Czosnaczkarda ze zdjęcia ma wyczuwalne nasiona czosnaczku.

 

Uwielbiam! <3

3 Comments